Nº 34/26 23 SIERPNIA 2026 Beauty · Moda · Kultura
Wydanie wiosenne · Issue 34/26 Odkryj swoje piękno
Perfumy

Kolekcja perfum na pory roku: 12 zapachów, które musisz znać

Polskie lato potrafi być bezlitosne dla wielu kompozycji. Temperatura powyżej trzydziestu stopni potrafi zniszczyć nawet najlepsze perfumy, zamieniając je

Zapachy, które nie przetrwają polskiego lata: lista ostrzeżeń

Polskie lato potrafi być bezlitosne dla wielu kompozycji. Gdy temperatura przekracza trzydzieści stopni, nawet najlepsze perfumy potrafią zamienić się w duszącą, mdłą chmurę. Najczęściej dotyczy to ciężkich zapachów orientalnych, w których dominują żywice, kadzidło i ambra. Nie chodzi o gust, tylko o fizykę. Ciepło przyspiesza ulatnianie się alkoholu, więc na skórze zostają najcięższe molekuły, które w upale potrafią przytłoczyć wszystko wokół. Jeśli latem sięgasz po perfumy, które zimą dawały ci poczucie ciepła i przytulności, przygotuj się na to, że zamiast eleganckiej aury wykreujesz wokół siebie ścianę zapachu, której nie wytrzymają nawet najbliżsi.

Podobnie bywa z kompozycjami gourmand, czyli tymi, które pachną jak deser. Wanilia, karmel, czekolada czy praliny w upalne dni przypominają rozgrzany lukier na słońcu. Niby słodko, ale po godzinie robi się z tego męcząca, klejąca się słodycz, która nie ma nic wspólnego z lekkością. Do tego dochodzą drzewne, ciężkie akordy sandałowca czy paczuli, które w wysokiej temperaturze tracą swoją szlachetność, a zyskują ziemisty, wilgotny charakter. To zapachy stworzone do chłodnych wieczorów i grubych swetrów, nie do letnich spacerów w południe.

Nie oznacza to jednak, że latem musisz zrezygnować z charakteru. Cytrusowe nuty bergamotki, grejpfruta czy limonki to naturalny wybór na upalne dni, ale uwaga: nie wszystkie działają tak samo. Wiele świeżych, cytrusowych wód to kompozycje, które na zimnej skórze pachną świetnie, a w słońcu znikają po dwudziestu minutach. Zamiast nich warto szukać zapachów z akordami wodnymi, które dają uczucie chłodu i przetrwają nawet największe upały. Zielone, liściaste nuty, jak wetyweria czy liść fiołka, również sprawdzają się lepiej niż mogłoby się wydawać. Dają świeżość, która nie jest jedynie ulotnym powiewem, ale realną, trwającą godzinami kompozycją. Latem stawiasz na lekkość, ale lekkość nie musi oznaczać braku trwałości. Kluczem jest dopasowanie intensywności do pory roku, a nie rezygnacja z własnego stylu.

Wiosna: 3 perfumy, które pachną jak pierwszy ciepły dzień po zimie

Zimowe kompozycje, zwłaszcza te orientalne i gourmand, zostaw w głębi szafy razem z puchową kurtką. Wiosna rządzi się innymi prawami, a temperatura robi tu więcej, niż myślisz. Gdy słupki rtęci idą w górę, cięższe, gęste zapachy potrafią zrobić się przytłaczające, a nawet mdłe. Skóra nagrzewa się szybciej, a wraz z nią perfumy, które nosisz. Ciężka wanilia i ambra, które zimą dawały poczucie ciepła i bezpieczeństwa, w kwietniowe popołudnie mogą zacząć dominować nad wszystkim wokół, zamiast subtelnie ci towarzyszyć.

Dlatego wiosną sięgasz po coś, co ma w sobie powiew. Najlepiej sprawdzają się kompozycje, które otwierają się nutami cytrusowymi, bergamotką albo świeżymi, zielonymi akordami. To nie są te same, soczyste, wakacyjne zapachy, które wyciągniesz latem. Wiosenne eau ma w sobie więcej chłodu i mniej słodyczy, przypomina poranne powietrze po deszczu albo pierwsze liście na gałęziach. Świeżość, którą dają, jest naturalna, nie nachalna, a przy tym daje energii na cały dzień. Jeśli szukasz czegoś lekkiego, ale niebanalnego, zwróć uwagę na zapachy z akordami wodnymi, które świetnie oddają tę wiosenną, przejrzystą atmosferę.

Ciekawostką jest to, jak dobrze wiosenne dni znoszą kwiatowe nuty, ale te delikatniejsze, jak konwalia, fiołek czy narcyz. Są one mniej intensywne niż ciężkie bukiety róż i jaśminu, które lepiej zostawić na cieplejsze miesiące. Kwiatowe akordy w wiosennych perfumach łączą się często z zielonymi, trawiastymi akcentami, co daje efekt bardzo naturalny, jakbyś wyszła prosto na łąkę. To właśnie ta lekkość i brak przesytu sprawiają, że takie kompozycje idealnie pasują do codziennych, zabieganych dni, kiedy chcesz pachnieć czysto i świeżo, ale bez efektu „weszłam w całą butelkę”.

Planując swoją zapachową garderobę na kolejne miesiące, potraktuj wiosnę jako okres przejściowy. Nie musisz od razu inwestować w kolejny flakon. Wystarczy, że na pierwsze ciepłe dni wybierzesz lżejszą wersję swoich ulubionych perfum, na przykład eau de toilette zamiast parfum, które ma mniejszą intensywność i trwałość, ale za to nie przytłacza. Wiosna to czas na eksperymenty z zielenią i cytrusami, zanim lato wymusi na tobie wodniste, orzeźwiające kompozycje na upalne dni.

Lato: cytrusy i akordy wodne, które nie znikają po godzinie

Latem szukamy w perfumach przede wszystkim ulgi. Kiedy temperatura przekracza trzydzieści stopni, cięższe, orientalne kompozycje potrafią stać się przytłaczające, a ich intensywność zamiast zachwycać, zaczyna męczyć. Naturalnym wyborem są wtedy lekkie, cytrusowe zapachy i akordy wodne, które dają poczucie świeżości podobne do chłodnego prysznica. Bergamotka, grejpfrut czy limonka na początku potrafią zachwycić, ale wiele osób zna ten problem: po godzinie na skórze zostaje tylko delikatna, mydlana poświata. Warto więc sięgać po wody toaletowe i perfumy, które mają w bazie choć odrobinę ambry, piżma albo białego piżma, żeby cytrusowa iskra miała się czego uczepić.

Nie każda letnia kompozycja musi być jednak efemeryczna. Dobrze skonstruowane zapachy na upalne dni potrafią łączyć lekkość z trwałością, czego przykładem są nuty zielone, na przykład liść fiołka, galbanum czy rozmaryn. Te akordy działają jak wentylator w upalny dzień, dają wrażenie chłodu, ale nie znikają po piętnastu minutach. Świetnie sprawdzają się też kompozycje z nutą herbaty, która ma naturalną, lekko gorzkawą świeżość i utrzymuje się na skórze znacznie dłużej niż klasyczne cytrusy. Jeśli zależy ci na zapachu, który przetrwa cały dzień w biurze i wieczorne wyjście na kolację, szukaj wód perfumowanych z akordami wodnymi wzbogaconymi o drzewne lub piżmowe tło, a nie samych, ulotnych eau de cologne.

Ciekawym rozwiązaniem na lato są także zapachy, które balansują między świeżością a słodyczą. Kokos, lekka wanilia czy mleczne nuty w połączeniu z cytrusami i akordami wodnymi tworzą kompozycje, które kojarzą się z wakacjami, ale nie są mdłe. Tego typu perfumy sprawdzają się szczególnie w dni spędzane nad wodą albo na wieczornych spacerach, gdy wieczorny chłód łagodzi intensywność słońca. Trzeba tylko uważać na przesyt, bo zbyt duża dawka słodyczy w upalny dzień potrafi działać odwrotnie, niż zamierzaliśmy, i zamiast orzeźwienia daje ciężar.

Dobierając letnie zapachy, pomyśl o nich jak o jasnej części garderoby, którą zakładasz w słoneczne poranki. To czas na eksperymenty z lekkimi, zielonymi kompozycjami i wodnymi akordami, ale też moment, żeby sprawdzić, jak dany zapach zachowuje się na twojej skórze w wysokiej temperaturze. To, co w chłodniejszy dzień wydaje się delikatne, latem może zyskać na wyrazistości, a to, co trwałe zimą, w upale potrafi stać się duszące. Dlatego warto mieć w zapachowej szafie kilka propozycji na różne letnie scenariusze, od porannego treningu po wieczorne wyjście, i testować je w prawdziwych, gorących warunkach.

a woman smelling perfume from a bottle

Jesień: przyprawy i drewno bez efektu „świątecznego piernika”

Jesień to pora roku, która wymaga od perfum zupełnie innej postawy niż lato. Wyższa wilgotność powietrza i niższa temperatura sprawiają, że lekkie, cytrusowe kompozycje, które w lipcu dawały uczucie świeżości, teraz potrafią zniknąć ze skóry w ciągu godziny. To naturalny mechanizm: im chłodniej, tym wolniej ulatniają się cięższe molekuły, ale też tym szybciej giną te najlżejsze. Dlatego jesienią warto sięgnąć po zapachy o większej intensywności, które mają w sobie coś do ogrzania, a nie tylko do orzeźwienia.

Największym błędem jest jednak myślenie, że jesienne perfumy muszą od razu pachnieć jak świąteczny piernik. Cynamon, goździki i wanilia w nadmiarze potrafią przytłoczyć i szybko się znudzić. Znacznie ciekawiej sprawdzają się kompozycje łączące przyprawy z drzewnymi akordami, gdzie ciepło pochodzi z drewna sandałowego, cedru czy paczuli, a nie z samej słodyczy. Taki zapach ma głębię, ale zostaje po stronie elegancji, a nie deseru. Dobrym przykładem są perfumy z wyraźną nutą szafranu albo kardamonu, które dają efekt pikantności bez przekraczania granicy gourmand.

Jesienią sprawdzą się też akordy zielone, ale w innej odsłonie niż wiosną. Zamiast świeżo skoszonej trawy szukaj zapachów z liśćmi, mchem dębowym albo wetywerią. Te nuty mają w sobie ziemistość, która idealnie współgra z mglistymi porankami i szelestem liści pod butami. Jeśli lubisz cieplejsze brzmienie, postaw na ambrę lub skórę, które dodadzą kompozycji charakteru i sprawią, że perfumy będą się pięknie rozwijać w ciągu dnia. Trwałość takiej kompozycji jest zwykle dużo lepsza niż letnich wód, więc jedna aplikacja rano powinna wystarczyć na cały dzień w biurze.

Nie rezygnuj całkowicie z lekkości, po prostu zmień jej definicję. Zamiast wodnych akordów wybierz zapachy z nutą bergamotki, ale zestawioną z drzewnymi lub orientalnymi bazami. Efekt będzie czysty i podnoszący na duchu, a jednocześnie na tyle trwały, że poradzi sobie z deszczowym popołudniem. Jesienna garderoba zapachowa to gra kontrastów: od chłodnego poranka po przytulny wieczór. Warto mieć pod ręką dwie kompozycje, jedną bardziej wyrazistą na dzień i drugą, bardziej otuloną, na wieczorne wyjścia.

Zima: zapachy, które trzymają się szalika i kurtki do wieczora

Zimowa aura wymaga od perfum czegoś innego niż letnia. W niskich temperaturach skóra nagrzewa się wolniej, a ulatnianie się nut spowalnia, dlatego lekkie, cytrusowe wody, które latem dawały radę, zimą potrafią zniknąć w kwadrans. Zamiast nich sięgasz po kompozycje o większej gęstości i bazie, która pracuje na siebie przez wiele godzin. To czas na orientalne, drzewne i gourmandowe akordy, gdzie wanilia, ambra czy paczula grają pierwsze skrzypce. Taki zapach nie tylko przetrwa na szaliku do wieczora, ale też przy każdym ruchu głowy wypuści z tkaniny przyjemne ciepło, które w mroźny dzień działa jak wewnętrzny grzejnik.

Kluczowa jest tu również temperatura ciała. Zimą jest ona niższa, więc perfumy nie rozwijają się tak szybko jak latem, ale za to ich trwałość wyraźnie rośnie. Intensywność, która w czerwcu mogłaby być przytłaczająca, w styczniu staje się wyczuwalna w idealnych proporcjach. Cięższe kompozycje nie muszą być jednak duszące. Wystarczy wybrać takie, w których znajdziesz równowagę między słodyczą a świeżością, na przykład połączenie bergamotki z drzewnymi akordami albo zielone nuty przełamane ambry. To daje efekt eleganckiego, sezonowego charakteru, który nie męczy w zamkniętym pomieszczeniu, ale świetnie sprawdza się na spacerze.

Warto przy okazji pomyśleć o zapachowej garderobie jak o ubraniach. Latem nosisz lekkie, przewiewne tkaniny, zimą gruby sweter i puchową kurtkę. Podobnie z zapachami: wiosną i latem sięgasz po świeże, wodne akordy oraz nuty cytrusowe, które dają lekkość i energię na upalne dni. Jesienią kompozycje stają się bardziej zielone i korzenne, a zimą wchodzisz w strefę ciepła. Jeśli twój ulubiony letni zapach ma wersję o większej intensywności, możesz spróbować go zimą, ale częściej lepszym wyborem będzie zupełnie inna kompozycja, stworzona z myślą o chłodnych porach roku. Dzięki temu każda zmiana kalendarza będzie dla nosa małą przygodą, a nie rutyną.

Jak testować perfumy sezonowe, żeby nie kupić bubla

Sezonowa zmiana perfum to nie moda, tylko praktyka. Skóra latem nagrzewa się do ponad trzydziestu stopni i wtedy nuty cytrusowe, bergamotka czy akordy wodne ulatniają się w kwadrans, ale jednocześnie nabierają lekkości i świeżości. Zimą ten sam zapach potrafi zniknąć po godzinie albo zamienić się w mdłą, alkoholową smugę. Dlatego testowanie nowej kompozycji warto zacząć od sprawdzenia, jak zachowuje się w temperaturze, w której faktycznie będziesz jej używać, a nie w klimatyzowanym sklepie.

Najczęstszy błąd to psiknięcie na nadgarstek, powąchanie po minucie i decyzja. Tymczasem rozwój nut trwa kilka godzin. Cytrusowa świeżość znika po dwudziestu minutach, potem pojawia się serce, a dopiero na końcu baza z wanilią, ambry albo drzewnymi akordami. Jeśli kompozycja ma być lekka na lato, sprawdzaj ją w upalne dni, najlepiej po południu, gdy słońce grzeje najmocniej. Wtedy od razu zobaczysz, czy trwałość jest wystarczająca, czy po dwóch godzinach zostaje tylko wspomnienie. Jesienią i wiosną testuj zarówno w chłodny poranek, jak i w cieplejsze popołudnie, bo różnica temperatur potrafi całkowicie zmienić charakter zapachu.

Nie kupuj też od razu pełnego flakonu. Lepiej sięgnąć po mniejsze pojemności albo próbki, żeby nosić zapach przez kilka dni. To, co pachnie świetnie na skórze w sklepie, po trzech dniach noszenia może okazać się męczące. Zimą zwykle sprawdzają się cięższe, orientalne i gourmand kompozycje, które dają ciepło i otulają, ale ich intensywność w ogrzewanym pomieszczeniu bywa przytłaczająca. Latem natomiast zielone akordy i lekkie, wodne nuty dodają energii, ale wymagają częstszego odświeżania. Warto mieć w zapachowej garderobie dwa, trzy flakony na różne pory roku, zamiast jednego uniwersalnego, który w żadnej porze nie działa idealnie.

Najlepszy test to ten na własnej skórze, bez oceniania zapachu z kartki. Eau de parfum i eau de toilette różnią się stężeniem olejków, więc ta sama kompozycja w dwóch wersjach będzie zachowywać się inaczej. Jeśli zależy ci na trwałości w chłodne dni, wybieraj mocniejsze stężenie. Jeśli szukasz świeżości na upalne popołudnia, lżejsza wersja będzie lepsza, bo nie zleje się w jedną, duszną plamę. Po tygodniu noszenia sam wyczujesz, które żywioły zapachowe pasują do twojej skóry i kalendarza. Wtedy zakup pełnego flakonu przestaje być loterią.

Rotacja zapachów: kiedy zmienić flakon, żeby nie marnować perfum

Pory roku realnie zmieniają sposób, w jaki skóra uwalnia zapach. Przy trzydziestu stopniach kompozycja z drzewem sandałowym i ambra potrafi zrobić się mdła i przytłaczająca, a ta sama butelka w listopadzie da głębię, której latem w ogóle nie czuć. Dlatego rotacja flakonów to nie fanaberia, tylko sposób na to, żeby wydać mniej na perfumy. Kupując jeden uniwersalny zapach na cały rok, zwykle wybierasz coś pośredniego, co w każdej temperaturze jest tylko poprawne. Lepszy efekt dają dwie, trzy butelki dobrane do pór roku.

Wiosna i lato to czas lekkich, cytrusowych i zielonych akordów. Bergamotka, grejpfrut, liść fiołka czy akordy wodne działają w upalne dni jak prysznic, dodają energii i nie męczą. Ich trwałość bywa krótsza, ale w temperaturze powyżej dwudziestu stopni to akurat zaleta, bo zapach unosi się wokół ciebie przez cały dzień. Zimą te same nuty brzmią płasko i znikają po godzinie, więc cięższe kompozycje, drzewne, orientalne, z wanilią, ambra czy przyprawami, mają wtedy sens. Ciepło ciała pod swetrem i szalikiem uwalnia je stopniowo, przez co utrzymują się dłużej i dają poczucie otulenia.

Jesień to najlepszy moment na przejście między tymi światami. Poranki bywają jeszcze ciepłe, ale wieczory chłodne, dlatego sprawdzają się zapachy łączące świeżość z głębią, na przykład eau de parfum z nutami skórzanymi, dymnymi albo gourmand, czyli słodkimi, przypominającymi wypieki. W październiku pięknie pracują też kompozycje z paczulą lub wetywerią, które mają ziemisty charakter. Zamiast trzymać się sztywnych reguł, obserwuj pogodę. Jeśli temperatura spada poniżej piętnastu stopni, możesz spokojnie sięgnąć po cięższe flakony, a gdy wracają upalne dni, wróć do cytrusów.

Taka zapachowa garderoba nie wymaga wielu butelek. Wystarczą dwa, góra trzy flakony o różnej intensywności, żeby każdego dnia mieć coś odpowiedniego. Dzięki temu nie kupujesz zapachów pod wpływem chwili tylko po to, żeby stały na półce, bo w swojej porze roku nagle okazały się nie do noszenia. Rotacja sprawia, że każde perfumy zużywasz do końca, a ich nuty grają tak, jak zaprojektował je perfumiarz.

Kolekcja 12 zapachów na cały rok: konkretne nazwy i ceny

Wybór perfum do konkretnej pory roku to nie moda, tylko praktyka. W cieple zapach rozkłada się szybciej, a skóra oddaje więcej ciepła, przez co lekkie, cytrusowe wody mogą zniknąć po dwóch godzinach. Zimą jest odwrotnie: cięższe, orientalne kompozycje z ambra czy wanilią zyskują głębię, ale latem potrafią dusić. Dlatego zamiast jednych perfum na cały rok, lepiej zbudować zapachową garderobę o kilku pozycjach, które odpowiadają na temperaturę, nastrój i okazję.

Na wiosnę i cieplejsze dni sprawdzą się kompozycje zielone i kwiatowe, ale takie, które mają w sobie świeżość bez przesłodzenia. Przykładowo, Hermès Un Jardin sur le Nil (ok. 320 zł za 50 ml) łączy zielone akordy pomidora z mango i grejpfrutem, dając efekt trawy po deszczu. Lżejszą, bardziej cytrusową opcją jest Acqua di Parma Colonia (ok. 380 zł za 50 ml), która opiera się na bergamotce, lawendzie i paczuli. To zapach, który na wiosnę daje energię, a na upalne dni nie wymaga ponownej aplikacji co godzinę.

Lato to królestwo nut cytrusowych i akordów wodnych. Zamiast ciężkich orientalnych baz, warto sięgnąć po coś z wyraźną morską świeżością, jak Jo Malone Wood Sage & Sea Salt (ok. 410 zł za 100 ml). Słona nuta z szałwią brzmi nietypowo, ale w upale oddaje klimat bryzy i nie klei się do skóry. Jeśli wolisz klasykę, Dior Homme Cologne (ok. 380 zł za 125 ml) to eau de cologne z bergamotką i nutą skórki cytryny, która trzyma się blisko ciała i nie przeszkadza nawet w 30 stopniach.

Jesień i zimę zostaw dla zapachów o większej intensywności i trwałości. Tu sprawdzą się drzewne kompozycje z ambra, wanilią albo akordami gourmand. Tom Ford Noir Extreme (ok. 520 zł za 50 ml) łączy kardamon, szafran i wanilię, dając ciepło, które na chłodne wieczory sprawdza się lepiej niż sweter. Dla zwolenników słodszych nut, L’Artisan Parfumeur Noir Exquis (ok. 480 zł za 50 ml) to połączenie kasztana, miodu i paczuli, które na jesienne spacery daje gęstą, przytulną aurę. Zimą warto postawić na coś bardziej wyrazistego, jak Maison Margiela Replica By the Fireplace (ok. 450 zł za 100 ml), gdzie drzewne akordy dymu i kasztana budują wrażenie ogniska w kominku. Dobre jesienne i zimowe perfumy różnią się od letnich przede wszystkim tym, że nie znikają po godzinie, ale zostają na skórze do wieczora, dlatego przy ich wyborze licz się z tym, że jedna aplikacja wystarczy na cały dzień.

Błędy przy sezonowych perfumach, które popełnia 8 na 10 kupujących

Najczęstszy błąd przy sezonowych perfumach to traktowanie ich jak sztywnych regułek. Wiele osób upiera się, że latem obowiązkowo trzeba nosić lekkie, cytrusowe eau de toilette, a zimą cięższe, orientalne kompozycje z wanilią i ambra. To podejście pomija najważniejszy element, czyli temperaturę twojej skóry i to, jak zapach zachowuje się w konkretnych warunkach. Latem, w upalne dni, nawet delikatne kwiatowe nuty potrafią zagrać zbyt intensywnie, a zimą, na mrozie, wodne akordy znikają po kilkunastu minutach. Zamiast patrzeć na kalendarz, obserwuj, jak dana kompozycja rozwija się na twoim nadgarstku w ciągu dnia.

Drugi częsty błąd to kupowanie jednego zapachu na całą porę roku, a potem zdziwienie, że po dwóch tygodniach się nudzi. Sezon to nie trzy miesiące, to zmienne etapy. Wiosna bywa chłodna i deszczowa, a potem nagle robi się gorąco. Jesień z kolei zaczyna się ciepłymi, słonecznymi dniami, a kończy przymrozkami. Warto mieć w szafie co najmniej dwie butelki o różnej intensywności. Na początku wiosny sprawdzi się zielona, świeża kompozycja z nutami liści i bergamotki, a na jej końcu coś bardziej kwiatowego i pudrowego. Podobnie jesienią: na wrzesień lekkie, drzewne eau de parfum, a na listopad gourmand z ciepłem karmelu czy przypraw.

Trzeci problem dotyczy trwałości. Ludzie wybierają perfumy o dużej intensywności latem, bo chcą, żeby zapach przetrwał cały dzień, a potem narzekają na ból głowy. To nie wina marki, tylko złego doboru. W upalne dni skóra szybciej się nagrzewa, przez co nuty uwalniają się znacznie szybciej. Lżejsze, wodne kompozycje wcale nie muszą być słabsze. Wystarczy je odświeżyć w ciągu dnia albo zastosować je na wilgotną skórę po prysznicu. Zimą działa to odwrotnie. Cięższe, orientalne perfumy na mrozie tracą część swojej głębi, więc jeśli zależy ci na cieple i otulającym efekcie, musisz nałożyć ich więcej, niż zwykle.

Na koniec warto wspomnieć o ślepym podążaniu za trendami z internetu. Popularne jesienne zapachy o nutach kasztana i kadzidła nie muszą pasować do twojej chemii skóry. Zamiast kupować kolejny flakon, bo wszyscy go chwalą, sprawdź, jak dana kompozycja zachowuje się na tobie przez kilka godzin. Zapachowa garderoba to nie lista hitów z TikToka, tylko zbiór zapachów, które realnie współgrają z twoim stylem życia i porami roku, w których najczęściej je nosisz. Jeśli latem spędzasz dni w biurze z klimatyzacją, lekkie, cytrusowe wody sprawdzą się lepiej niż intensywne, słodkie perfumy, które potrzebują ciepła, żeby się rozwinąć.

Maria Adamczyk

Maria Adamczyk

Redaktorka beauty - testuje kosmetyki od luksusowych po apteczne i pisze o pielęgnacji bez ściemy.

Poznaj autora →
Następny artykuł · Moda

Kapsułowa garderoba wakacyjna: 20 ubrań na 2 tygodnie

Czytaj →